Arrivederci Facebook, arrivederci fake news – wydawcy odchodzą z platformy

Podczas gdy Facebook stara się walczyć z narastającym problemem fake newsów, kolejni wydawcy porzucają platformę. Czy jesteśmy świadkami społecznościowej rejterady? Na razie skala zjawiska nie jest bardzo duża, ale sam fakt jego pojawienia się jest alarmujący.

W minionym tygodniu zdecydowaną zmianę strategii komunikacji na Facebooku zapowiedział największy brazylijski dziennik „Folha de S Paulo”. Według redaktora naczelnego tego tytułu nowe algorytmy faworyzują fałszywe wiadomości (z którymi miały przecież walczyć), a traci na tym rzetelne dziennikarstwo.

Na zlecenie „Folha de S Paulo” przeprowadzono badania, które objęły statystyki 21 stron publikujących fake newsy oraz 51 stron prowadzonych przez dzienniki i wydawnictwa. Analiza wykazała, że na przestrzeni ostatnich czterech miesięcy interakcje z fałszywymi wiadomościami wzrosły trzykrotnie, a zaangażowanie na stronach wydawców spadło o blisko 17%.

Odchodzą jednak nie tylko wydawcy. Wycofaniem się z działań reklamowych na portalu zagroziła firma Unilever, w skład której wchodzą takie marki jak Algida, Knorr, Lipton czy Axe. Przetasowania można dostrzec również wśród blogerów, którzy zaczynają adaptować nowe kanały komunikacji, aby sprawniej docierać ze swoją treścią do fanów. Czy portale i narzędzia typu Telegram, MeWe i diaspora* przeżyją oblężenie?

Co na to przedstawiciele platformy? – Jeśli Wam się nie podobamy, odejdźcie – stwierdzili szefowie Facebooka Campbell Brown i Adam Mosseri podczas konferencji Recode’s Code Media. Według nich, ludzie nie odwiedzają portalu dla newsów. Robią to dla znajomych i rodziny. Podkreślają również, że Facebook nie trzyma nikogo siłą. Jeśli ktoś czuje, że zasady działania platformy mu nie odpowiadają, nie powinien uczestniczyć w jej życiu.

Jaki obrót przyjmie odejście wydawców z największego portalu społecznościowego? Tego nie wiemy. Na pewno czekają nas zmiany, które wpłyną mocno na strategie komunikacyjne firm. Pozostaje nam uprażyć nieco popcornu i przyglądać się uważnie.

Czy można będzie „nie lubić” wpisów na Facebooku?

Kto z Was ma dosyć tzw. „trollingu” i spamu w fejsbukowych komentarzach, ręka w górę! Możliwe, że wkrótce trafi do nas skuteczne narzędzie, by dać temu odpór, lecz może się okazać bronią obusieczną. Oto legendarna „łapka w dół” zmaterializowała się w postaci opcji „Downvote” dostępnej w komentarzach.

Na razie propozycja ta jest testowana na wybranej grupie osób w Stanach Zjednoczonych i – jak to zwykle bywa w przypadku nowych pilotażowych rozwiązań Facebooka – nie wiadomo kiedy i czy w ogóle ujrzy światło dzienne. Nic nie wiadomo również o „minusowaniu samych postów, ponieważ nowinka dotyczy wyłącznie komentarzy.

Rzecznik prasowy giganta z Menlo Park potwierdza, że prowadzone są testy owej funkcjonalności. Zaprzecza jednak, aby opcja „Downvote” była tożsama z przyciskiem Nie lubię. – Badamy funkcję, która pozwoli użytkownikom przekazywać nam opinię na temat komentarzy pod publicznymi postami na stronach – dodaje.

Jednego możemy być pewni. Raczej nie doczekamy się funkcji pozwalającej na „minusowanie” postów na profilach firmowych, byłby to bowiem nóż wbity w plecy marek inwestujących w reklamę na Facebooku.

Kto, płacąc za wyświetlenia treści, chciałby spotkać się z tak jawnym i negatywnym feedbackiem?

Facebook do 2020 roku przeszkoli w Europie milion osób i małe firmy

Facebook ogłosił właśnie program, którego celem jest pomoc firmom z Unii Europejskiej w rozwoju oraz wyposażenie większej liczby osób w umiejętności cyfrowe, te bowiem są współcześnie niezbędne do konkurowania w miejscu pracy i do ubiegania się o pracę.

Facebook zobowiązał się także do otwarcia trzech nowych centrów szkolenia umiejętności społecznościowych – w Hiszpanii, Polsce i we Włoszech oraz do przeszkolenia miliona osób, w tym właścicieli firm w całej UE.

Trzy nowe ośrodki społecznościowe w Hiszpanii, Włoszech i Polsce będą prowadzone we współpracy z lokalnymi organizacjami, oferując, do 2020 roku, szkolenia w zakresie umiejętności cyfrowych, umiejętności korzystania z mediów i bezpieczeństwa online grupom niedostatecznie dotychczas reprezentowanym.

Facebook od 2011 roku zainwestował ponad miliard USD, aby wesprzeć małe firmy na całym świecie. Z programu Boost Your Business skorzystało setki tysięcy małych firm, a ponad milion z darmowego internetowego centrum nauki – Blueprint.

Według nowych badań przeprowadzonych przez Morning Consult we współpracy z Radą Lizbońską i Facebookiem stopień wykorzystania narzędzi cyfrowych przez niewielkie firmy przekłada się na nowe miejsca pracy i możliwości rozwoju dla społeczności w całej UE. Wystarczy spojrzeć na poniższe dane:

–  35% małych i średnich firm na Facebooku ankietowanych we Francji, Niemczech, Włoszech, Polsce, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii twierdzi, że zbudowało swoją firmę na Facebooku;

–   49% twierdzi, że zatrudniło więcej pracowników od momentu dołączenia do Facebooka;

–   57% ankietowanych firm twierdzi, że zwiększyło sprzedaż dzięki platformie, a 60% twierdzi, że platforma pomaga im sprzedawać produkty w innych miastach i krajach.

Czy i wy należycie do tej grupy?

Zmiany w algorytmie Facebooka. Dla PR-owców wyzwanie, ale też szansa na odejście od schematu

Od kilku dni w sieci toczy się dyskusja na temat zmian w algorytmie Facebooka, o których serwis niedawno poinformował. W portalu bardziej widoczne mają być posty znajomych czy rodziny oraz te publikowane przez grupy. Rzadziej natomiast wyświetlane mają być treści zamieszczane przez marki lub media. Portal Zuckerberga zapowiada też, że będzie kłaść większy nacisk na interakcje.

Pojawiają się na przykład głosy, że nowy algorytm całkowicie zmieni komunikację firm na platformie i że prowadzenie tam działań będzie wiązało się z dużo większymi kosztami. Czy faktycznie zmiany w algorytmie Facebooka oznaczają rewolucję w komunikacji firm w serwisie, a co za tym idzie – w pracy specjalistów ds. mediów społecznościowych i PR-owców?

O tym przeczytacie na portalu PRoto, gdzie skomentowaliśmy zmiany w algorytmie Facebooka.

„Today In”, czyli Facebook w ofensywie

Facebook się nie zatrzymuje, po zapowiedziach zmian algorytmu News feedu amerykański serwis społecznościowy proponuje, uprzednio oczywiście testując, kolejne rozwiązania.

Tym razem na warsztacie jest nowa sekcja o nazwie „Today In”. Ma zawierać lokalne wiadomości, doniesienia o najważniejszych wydarzeniach, które się dzieją w pobliżu miejsca logowania, a także ogłoszenia z najbliższego regionu – podają portale informacyjne z USA.

Facebook podejmie współpracę przy tworzeniu wspomnianej funkcji z lokalnymi wydawcami i to właśnie ich treści będą pojawiały się w testowanej sekcji. Zostaną dobrane przez oprogramowanie do uczenia maszynowego. Nam pozostanie zaufać zautomatyzowanemu procesowi pozyskiwania i analizy danych i wesprzeć go własnym IQ.

Ponieważ Markowi Zukcerbergowi zależy na walce z tak zwanymi fake newsami, media, z którymi zostanie nawiązana współpraca, zostaną zweryfikowane i zatwierdzone przez zespół ds. partnerstw z mediami Facebooka, kierowany przez Campbell Brown, wcześniej związaną zawodowo ze stacją NBC.

Obecnie testy odbywają się w sześciu miastach USA, są to: Nowy Orlean, Little Rock, Billings, Peoria, Olympia i Binghamton.

Kiedy nowa opcja zostanie udostępniona większej liczbie użytkowników? Tego nie ujawniono.

„Today In” na pewno uwzględni podobne, użyteczne informacje z naszej okolicy, czekamy cierpliwie.

Facebook zmienia algorytm News feedu

Facebook zapowiada kolejną ważną zmianę. Czuły na opinie użytkowników serwis Marka Zuckerberga donosi mianowicie o weryfikacji sposobu wyświetlania treści w News feedach. Co nas zatem czeka?

Priorytet otrzymają posty, które inicjują dyskusje i pogłębiają relacje międzyludzkie. Facebook będzie wybierał treści, które mają największe szanse na interakcje z naszymi znajomymi i umieszczał je wyżej w Aktualnościach.

Już dziś mówi się o tym, że zmiana może w dużej mierze uderzyć w wydawców, którzy publikują na Facebooku własne materiały.

O planowanym kroku poinformował także Mark Zuckerberg. Uzasadniając decyzję, stwierdził, że serwis społecznościowy powraca do pierwotnej idei: chce zbliżać ludzi i zacieśniać więzy między nimi, pragnie zintensyfikować relacje interpersonalne, zarówno te z kręgu rodzinnego użytkowników, jak i pozostałe. Ponadto CEO Facebooka wskazał użytkowników jako tych, którzy zainicjowali ową zmianę. Gdy wprowadzana nowość może naruszyć interesy jednej z grup czy jest w jakikolwiek sposób kontrowersyjna, Mark Zuckerberg zawsze powołuje się na tych, którzy na coś się skarżą. Tym razem użytkownikom nie podobało się, że na swoich kontach w News feedzie widzą w Aktualnościach przede wszystkim treści dostarczane przez wydawców i marki, a te niekoniecznie lub nawet rzadko pokrywają się z ich zainteresowaniami.

Wraz z wprowadzeniem nowego algorytmu królować mają treści, które są najczęściej udostępniane i komentowane przez znajomych danego użytkownika. Pozostałe wpisy przejdą weryfikację Facebooka, te, które mogą zdobyć znaczące zaangażowanie odbiorców, uzyskają priorytet i pojawią się odpowiednio wysoko na naszej tablicy. Będzie większa szansa, że w mnogości materiałów nie umkną nam zdjęcia, artykuły lub filmy wideo, które naprawdę chcielibyśmy zobaczyć i skomentować. Poza tym, korzystając z ustawień, możemy jednak nadać rangę ważności tym treściom, które nowy algorytm uzna za mniej dla nas ważne.

Sam Facebook nie ukrywa, że wprowadzone zmiany mogą się odbić na działaniach prowadzonych w serwisie przez firmy i marki. Dlaczego? Jeśli treści dostarczane przez nich będą udostępniane i komentowane przez niewielką liczbę użytkowników, to ich zasięg zostanie mocno ograniczony.

Czy to oznacza, że rzeczywiście nasze Aktualności zostaną pozbawione materiałów, które nas nie interesują? Za wcześnie by wyrokować.

Facebook będzie zwalczał wybrane posty

Facebook kilka dni temu poinformował, że na cenzurowanym znajdą się wybrane posty. Co gigant z USA ma na myśli i jaki rodzaj postów stanie się niemile widziany na tym portalu społecznościowym?

Henry Silverman, specjalista ds. Operacyjno-Integracyjnych wyjaśnia:

– Przekazano nam, że użytkownicy Facebooka nie lubią spamerskich postów, które zachęcają ich do interakcji. Ta taktyka, znana jako „engagement bait”, ma na celu wykorzystanie algorytmu naszego kanału informacyjnego do uzyskiwania większego zasięgu. Począwszy od tego tygodnia, zaczniemy ograniczać zasięgi pojedynczych postów, od tych osób i stron, które używają takiej przynęty.

Facebook dokonał już przeglądu postów i skategoryzował setki tysięcy wpisów.

Silverman dodał jeszcze, że w nadchodzących tygodniach rozpocznie się ograniczanie widoczności tych stron, które systematycznie i wielokrotnie wykorzystują wspomnianą metodę, by sztucznie uzyskać większy zasięg. Przeciwdziałające temu zjawisku starania zostaną rozłożone na kilka tygodni, aby dać wydawcom czas na dostosowanie się do nowej sytuacji. Facebook zapowiada, że na pewno znajdzie sposób na ograniczenie praktyk, na które skarżą się użytkownicy.

Nie będzie ingerencji w posty o charakterze niekomercyjnym, zawierające prośby o pomoc, porady lub rekomendacje. Przykład? Zweryfikowane kwesty dla celów charytatywnych lub pytania o wskazówki dotyczące podróży.

Jak zapowiadane działania wpłyną na wybrane profile na Facebooku?

Wydawcy i firmy, które stosują taktyki „engagement bait” sporadycznie, też mogą spodziewać się reakcji i zmniejszenia zasięgu. Natomiast strony, które wielokrotnie udostępniają posty tego rodzaju, odnotują jego znaczący spadek. Administratorzy stron powinni – zdaniem Silvermana – koncentrować się na publikowaniu wartościowych i ważnych z punktu widzenia użytkowników Facebooka artykułów, a nie na prowokowaniu i wykorzystywaniu sztucznego zainteresowania danym tematem.

Co o tym sądzimy…? Wprawdzie nikt nie lubi być notorycznie nagabywany i nakłaniany do lajkowania czy udostępniania określonych treści, ale tak radykalna ingerencja kojarzy nam się pejoratywnie. Realizując ów zamysł, zawsze można być pomówionym o tendencyjność. Czy bezwzględnie wszyscy, którzy stosują  „engagement bait”, pójdą pod topór Facebooka, czas pokaże. Dobrze jest być chronionym przed wszechobecnym spamem, ale tę inicjatywę Facebooka pozostawiamy Waszej ocenie.

Te liczby Messengera porażają

Koniec roku to doskonały okres na podsumowania. Jedno z najciekawszych przygotował sam Facebook, poddając analizie* swój komunikator, czyli Messengera.

„Podczas wakacji wszyscy chcemy poświęcić czas na odpoczynek, refleksję i pozostawanie w kontakcie z ludźmi, których kochamy. Minęło 25 lat, odkąd wysłano pierwszą wiadomość tekstową, co wywołało rewolucję w sposobie, w jaki utrzymujemy kontakt ze sobą. Od tego czasu przeszliśmy długą drogę. Sztuka konwersacji ewoluowała i nie ograniczamy się już tylko do zwykłych tekstów. Pomyśl o tym, teraz możesz pogrupować czat wideo za pomocą masek, wybierać spośród tysięcy emotikonów lub GIF-ów, aby dodać więcej kolorów do wiadomości i natychmiast przechwytywać i udostępniać zdjęcia, nawet gdy już rozmawiasz” – twierdzi Sean Kelly, dyrektor ds. Zarządzania produktami, który jest odpowiedzialny za Messengera.

Przyjrzyjmy się zatem liczbom, bo te robią ogromne wrażenie.

Czat wideo zrobił krok naprzód

W programie Messenger odbyło się 17 miliardów czatów wideo w czasie rzeczywistym, co oznacza dwa razy więcej sesji czatów wideo w 2017 roku niż w 2016.

Wiadomości wizualne ożywiają nasze rozmowy

Wiadomości wizualne są teraz naszym nowym uniwersalnym językiem. Rozmowy stają się bardziej spontaniczne, pełne emocji i – spójrzmy prawdzie w oczy – wesołe, dowcipne, radośniejsze!

Trochę statystyki: użytkownicy Messengera w 2017 roku załączyli do swoich tekstów ponad 500 mld emoji, czyli piktogramów o dużym przedmiotowym zakresie. Dołączamy nie tylko wizerunki twarzy, ale także pojazdy, sprzęt sportowy, posiłki, serduszka w dziesiątkach wersji, koniczynki, symbole aury i natury itd. Po to współczesne pismo obrazkowe sięgaliśmy prawie 1,7 miliarda razy każdego dnia.  GIF to również popularny sposób komunikacji, został udostępniony 18 miliardów razy.

Łączymy się bardziej niż kiedykolwiek

W programie Messenger każdego dnia w 2017 roku odbywa się ponad 7 miliardów rozmów. Jednocześnie każdego dnia rozpoczęto średnio 260 milionów nowych wątków konwersacyjnych. Najpopularniejsze okresy? Nowy Rok, Dzień Matki i walentynki – to trzy z pięciu dni, w których linie komunikatora aż iskrzą. Co naturalne, i Facebook wyraźnie to podkreśla, podczas świąt bożonarodzeniowych i wielkanocnych stawiamy zarówno na kontakt offline, jak i online, czyli po prostu spotykamy się z rodzinami. Jak długo ten dwojaki trend się utrzyma…?


A wszystko zależy od siły grup.

Dużą popularnością cieszą się także konwersacje grupowe. Aż 2,5 miliona nowych grup tworzono w programie Messenger KAŻDEGO dnia. Co jeszcze wiadomo?
– Średni czat grupowy obejmuje 10 osób.
– Najpopularniejszą reakcją w rozmowie grupowej jest… 😆

 

Czy te liczby oznaczają śmierć popularnego SMS-a, a co gorsza, mogą wskazywać na istotne ograniczenie bezpośrednich kontaktów towarzyskich a nawet rodzinnych? Mamy nadzieję, że nie. Fizycznej obecności bliskich, ciepła dotyku nie zastąpi żadna technologia. Wszystko zależy od nas samych!

* Metodologia – dane programu Messenger odzwierciedlają stan od stycznia 2017 do listopada 2017 r

 

Facebook Messenger dla dzieci? Już jest!

Facebook uruchomił wczoraj w USA nową wersję Facebook Messenger, która skierowana jest do dzieci w wieku poniżej 13 lat. Facebook Messenger Kids działa niemal identycznie jak pierwowzór, czyli popularna wersja Facebook Messenger.

Różnice są drobne, ale istotne. Przede wszystkim aplikacja dla dzieci została zaprojektowana z myślą o możliwości kontroli rodzicielskiej. Co to oznacza w praktyce? Konto musi zostać skonfigurowane przez rodziców, a dzieci mogą rozmawiać tylko z osobami zaakceptowanymi przez nich. Lista kontaktów zatem podlega weryfikacji. Mogą na niej być krewni korzystający ze zwykłej wersji komunikatora lub starannie dobrani przyjaciele. Lista potencjalnych rozmówców naszej pociechy znajduje się na ekranie głównym aplikacji, podobnie jak informacja o ich dostępności.

Aplikacja zawiera też oczywiście element typowo dziecięcy. Technologia rozszerzonej rzeczywistości Facebooka dodaje użytkownikom programu Facebook Messenger Kids odrobinę magii, mają dostęp do naklejek i masek odpowiednich do wieku. Mogą korzystać z GIF-ów, które także przeszły przez sito cenzury.

Podobnie jak w standardowej wersji komunikatora najmłodsi mogą wysyłać wiadomości tekstowe i zdjęcia oraz kontaktować się z grupą.

Co równie istotne, aplikacja jest wolna od reklam, a dane dzieci nie będą wykorzystywane do celów marketingowych. Aplikacja pozbawiona jest też możliwości robienia zakupów, więc nie ma szans, aby dziecko korzystało z karty kredytowej rodzica i np. kupowało kredyty w grach Messenger.

Czy mimo tych ograniczeń to dobry ruch ze strony Facebooka? No cóż, musimy przyznać, że Facebook skutecznie przygotowuje dzieci do korzystania z pełnowymiarowego serwisu po osiągnięciu pełnoletności. Facebook Kids jest dostępny od wczoraj na iPhonie, iPadzie lub iPodzie Touch.

Facebook Messenger Kids jest niewątpliwie ciekawym i przemyślanym rozwiązaniem. Ukłonem w stronę rodziców, którym ułatwia sprawowanie odpowiedzialnej opieki nad dziećmi, i w stronę najmłodszych, którzy, wkraczając w świat standardowego Messengera, zyskują poczucie przekraczania granic, poza którymi czeka na nich dorosłość. Szybko i pewnie stawiają pierwsze kroki, dobrze, że pod nadzorem.

Kiedy aplikacja będzie dostępna w Polsce? Facebook niestety tego nie określił. Facebook Messenger Kids jest zgodny z ustawą Children’s Online Privacy Protection Act.

Facebook uruchomi w środę w Polsce Marketplace, zada cios Allegro i OLX?

Czym jest Marketplace na Facebooku? Przede wszystkim platformą, która pozwala wyszukiwać, sprzedawać i kupować za pośrednictwem największego portalu społecznościowego na świecie.

Facebook uruchomił swój projekt do tej pory w 27 krajach, z czego 19 jest w Europie. W tym tygodniu przyjdzie czas Marketplace Facebooka w Polsce. Analitycy z Business Insider Polska oceniają, że może to być mocne uderzenie w inne platformy handlowe, m.in. takie jak OLX czy Allegro, które do tej pory doskonale radziły sobie na naszym rynku.

Marketplace Facebooka działa jednak inaczej niż np. Allegro. Przede wszystkim nie pośredniczy w płatnościach. Aplikacja Marketplace służy wyłącznie wyszukiwaniu i przez to pozwala na kontaktowanie się ze sprzedawcami.

Tak prezentuje się Marketplace na udostępnionych przez Facebooka informacjach prasowych:

Dodatkowo użytkownik dostaje opcję przechowywania zapisanych produktów, a także historię zakupów i wystawionych ofert oraz, co oczywiste, treść rozmów przeprowadzonych z innymi bywalcami platformy.

Skąd podejrzenie, że Marketplace może aż tak wpłynąć na rynek w naszym kraju? Wystarczy spojrzeć na liczby: Facebook zgromadził na swojej platformie 550 mln użytkowników, którzy co miesiąc odwiedzają grupy kupna i sprzedaży.

AKTUALIZACJA:

Wszystko wskazuje na to, że u wybranych użytkowników Facebooka nowa platforma już działa. Wystarczy kliknąć w Marketplace w zaznaczonym miejcu:

Wtedy zostaniemy przeniesieni na właściwą stronę, która wygląda tak:

Marketplace pozwala na również na szybki kontakt ze sprzedającym, a sama oferta wygląda w ten sposób:

bezpłatne porady i nowości
e-marketingowe na twojej skrzynce
e-mail już za 5 minut
loader
Dziękujemy za dodanie e-mailaSprawdź swoją skrzynkę i aktywuj swój adres.