Ciekawostki branżowe, Najnowsze, Nowinki techniczne

OK, Google – czy naprawdę jesteś potrzebny?

Od ponad miesiąca Polacy mogą już używać Asystenta Google w rodzimym języku. Jego wprowadzenie odbywało się stopniowo – pierwszeństwo mieli posiadacze sprzętów z Androidem, następnie wprowadzono odrębną aplikację na iOS. Na możliwość obsługi urządzeń z serii Google Home za pomocą Asystenta będziemy musieli natomiast jeszcze poczekać. Jak sprawdza się on u polskich użytkowników? Po początkowej euforii przyszedł czas na spojrzenie na tę innowację chłodnym okiem.

Kiedy Polacy doczekali się swojego głosowego asystenta, rozpoczęła się masowa faza testowania jego umiejętności. Pierwszy zgrzyt pojawił się już poprzez różnicę w samym uruchamianiu go na Androidzie i iOSie – o ile na tym pierwszym wywołuje się go zawołaniem z poziomu odblokowanego ekranu, to na iPhone’ach trzeba najpierw uruchomić osobną aplikację, aby zaczął reagować. A skoro bierze się już w tym celu telefon do ręki, można od razu samodzielnie coś wyszukać czy włączyć… Ponadto iPhone’y czy iPady mają już wbudowanego własnego asystenta, który jest częścią systemu – Siri – więc Google Assistant wydaje się tym bardziej zbędny na urządzeniach Apple. Za pomocą Siri można z kolei włączyć Asystenta Google bez fatygowania się do aplikacji – najpierw należy wywołać Siri i polecić jej, aby następnie  ona „zawołała” jego. Absurdalne, prawda?

Użytkownicy Asystenta Google narzekają na brak funkcji Voice Match – przez to często wywoływany jest na wszystkich urządzeniach w pobliżu, a nie na jednym konkretnym, bo nie rozpoznaje on głosu właściciela. Dzieje się tak nie tylko w miejscach publicznych, ale nawet gdy w samochodzie podróżuje więcej niż jedna osoba. Podczas trasy to zjawisko może występować dosyć często, ponieważ Asystent Google zazwyczaj jest wykorzystywany właśnie w trakcie prowadzenia samochodu, kiedy nie możemy sami wpisać lokalizacji w nawigację i prosimy o pomoc naszego smartfona. Ludzie chwalą go sobie również w przypadku gotowania – kiedy nie chcemy dotykać ekranu brudnymi rękoma, aby ustawić minutnik czy sprawdzić na szybko przepis, asystent nam to ułatwia. Mimo że wciąż musimy odblokować ekran, aby dać polecenie, to – przykładowo z dłońmi całymi w surowym cieście – i tak lepsza sytuacja, niż gdybyśmy musieli wpisać całe zapytanie samodzielnie.

Mimo zabawnej i urokliwej funkcji opowiadania kawałów czy wierszy, Asystent Google nie wydaje się dobrym kompanem do rozmowy. Brakuje ciągłości konwersacji, narzędzie się „gubi” i trzeba je ponownie wywoływać, co odbiera naturalność i swobodę używaniu tego udogodnienia. Ponadto ludzie zwyczajnie krępują się mówić do telefonu, kiedy nie prowadzą rozmowy z kimś innym. U niektórych – zwłaszcza starszych – zainteresowanie wciąż wzbudza ktoś rozmawiający przez słuchawkę Bluetooth, a konwersacja z telefonem, z którego dobiega ewidentnie mechaniczny głos, uchodziłaby za co najmniej podobny poziom dziwności. Większość użytkowników traktuje Asystenta jako modny gadżet, a że jest łatwo dostępny, to ludzie wciąż są go ciekawi, niemniej wydaje się, że nie jest brany na poważnie.

Irytować może też to, że musi minąć jeszcze trochę czasu, zanim w Polsce będzie można cieszyć się kompatybilnością urządzeń Google Home z Asystentem. Wizja włączania głośników, regulowania temperatury kaloryferów czy zapalania światła za pomocą głosowego polecenia rzuconego w przestrzeń jest bardzo kusząca – tym bardziej za sprawą reklamy Google Assistanta, w której Macaulay Culkin odtwarza sceny z kultowego „Kevina samego w domu”.

Obecnie Google Assistant w Polsce wciąż jest ciekawostką. Kiedy zostanie wprowadzona możliwość odblokowania ekranu za pomocą komendy – a ta opcja jest już dostępna za granicą –  wirtualny pomocnik z pewnością stanie się bardziej użyteczny. W międzyczasie, czekając na dodanie nowych funkcji i rozbudowanie usług Asystenta, możemy się nim raczej bawić (spróbujcie zamiast „OK, Google” zawołać „OK, bubu” – też działa!) niż używać jako funkcjonalnego narzędzia.

Zapraszam Cię na mój podcast!

Bohaterem każdego odcinka podcastu jest nieoczywiste słowo lub skrót stosowany na co dzień w agencjach marketingu internetowego, którego znaczenie wyjaśniamy wraz z moim gościem rozwijając temat konkretnymi przykładami, dzieląc się danymi i dostępnymi narzędziami.

Zobacz odcinki

Jeżeli potrzebujesz wsparcia przy projekcie internetowym lub szukasz agencji specjalizującej się w komunikacji marketingowej - skontaktuj się z nami.

Zapisz się na biuletyn redaktora naczelnego
Łukasza Wołka. Bezpłatne porady
i nowości marketingowe oraz newsy
z Abanana i Eura7 na Twojej skrzynce e-mail
już za 5 minut!
Pole "imię" nie jest obowiązkowe, ale jeżeli chcesz, żebyśmy zwracali się do Ciebie po imieniu, podaj nam je :)
loader
Dziękuję za zapisanie się do
mojego biuletynu.
Otwórz teraz swoją skrzynkę mailową, potwierdź zgody i aktywację. Sprawdź proszę, czy mail ode mnie nie wpadł do spamu albo do ofert.
CEO Łukasz Wołek ŁUKASZ WOŁEK, REDAKTOR NACZELNY LABBER.PL