Miquela Sousa, czyli pierwszy wirtualny influencer

miquela.write(„Hello followers!”);

Przy Miqueli Sousie pojęcie fałszywego konta na profilu społecznościowym nabiera nowego znaczenia i woła o ponowne przemyślenie jego wagi. Urocza blogerka jest bowiem pierwszym wygenerowanym przez komputer influencerem. Wirtualny wymiar jej osoby nie przeszkodził w zebraniu blisko 568 tysięcy obserwujących. Robi wrażenie?

waiting for my valentine

Post udostępniony przez *~ MIQUELA ~* (@lilmiquela)

Nie jest do końca jasne, czym właściwie jest Miquela. Pośród powielanych opinii pojawia się wersja o projekcie artystycznym, szeroko zakrojonej akcji marketingowej i zwykłym oszustwie. Nie wiemy również, jaka technika stoi za treściami prezentowanymi na jej kanałach. Jedno jest pewne – @lilmiquela mocno zaciera granicę pomiędzy światem rzeczywistym a mediami społecznościowymi.

Instagram to nie jedyne pole działań Lil Miqueli. Można ją spotkać również na Twitterze, Facebooku, a nawet posłuchać dwóch, niedawno wydanych przez nią utworów muzycznych.

Czy posady prawdziwych blogerek modowych zostały mocno zagrożone? Raczej nie. Jednakże, działalność Miqueli zwróci zapewne uwagę i sprowokuje debatę na temat zacierania granic między rzeczywistością i światem wirtualnym.

Arrivederci Facebook, arrivederci fake news – wydawcy odchodzą z platformy

Podczas gdy Facebook stara się walczyć z narastającym problemem fake newsów, kolejni wydawcy porzucają platformę. Czy jesteśmy świadkami społecznościowej rejterady? Na razie skala zjawiska nie jest bardzo duża, ale sam fakt jego pojawienia się jest alarmujący.

W minionym tygodniu zdecydowaną zmianę strategii komunikacji na Facebooku zapowiedział największy brazylijski dziennik „Folha de S Paulo”. Według redaktora naczelnego tego tytułu nowe algorytmy faworyzują fałszywe wiadomości (z którymi miały przecież walczyć), a traci na tym rzetelne dziennikarstwo.

Na zlecenie „Folha de S Paulo” przeprowadzono badania, które objęły statystyki 21 stron publikujących fake newsy oraz 51 stron prowadzonych przez dzienniki i wydawnictwa. Analiza wykazała, że na przestrzeni ostatnich czterech miesięcy interakcje z fałszywymi wiadomościami wzrosły trzykrotnie, a zaangażowanie na stronach wydawców spadło o blisko 17%.

Odchodzą jednak nie tylko wydawcy. Wycofaniem się z działań reklamowych na portalu zagroziła firma Unilever, w skład której wchodzą takie marki jak Algida, Knorr, Lipton czy Axe. Przetasowania można dostrzec również wśród blogerów, którzy zaczynają adaptować nowe kanały komunikacji, aby sprawniej docierać ze swoją treścią do fanów. Czy portale i narzędzia typu Telegram, MeWe i diaspora* przeżyją oblężenie?

Co na to przedstawiciele platformy? – Jeśli Wam się nie podobamy, odejdźcie – stwierdzili szefowie Facebooka Campbell Brown i Adam Mosseri podczas konferencji Recode’s Code Media. Według nich, ludzie nie odwiedzają portalu dla newsów. Robią to dla znajomych i rodziny. Podkreślają również, że Facebook nie trzyma nikogo siłą. Jeśli ktoś czuje, że zasady działania platformy mu nie odpowiadają, nie powinien uczestniczyć w jej życiu.

Jaki obrót przyjmie odejście wydawców z największego portalu społecznościowego? Tego nie wiemy. Na pewno czekają nas zmiany, które wpłyną mocno na strategie komunikacyjne firm. Pozostaje nam uprażyć nieco popcornu i przyglądać się uważnie.

Czy można będzie „nie lubić” wpisów na Facebooku?

Kto z Was ma dosyć tzw. „trollingu” i spamu w fejsbukowych komentarzach, ręka w górę! Możliwe, że wkrótce trafi do nas skuteczne narzędzie, by dać temu odpór, lecz może się okazać bronią obusieczną. Oto legendarna „łapka w dół” zmaterializowała się w postaci opcji „Downvote” dostępnej w komentarzach.

Na razie propozycja ta jest testowana na wybranej grupie osób w Stanach Zjednoczonych i – jak to zwykle bywa w przypadku nowych pilotażowych rozwiązań Facebooka – nie wiadomo kiedy i czy w ogóle ujrzy światło dzienne. Nic nie wiadomo również o „minusowaniu samych postów, ponieważ nowinka dotyczy wyłącznie komentarzy.

Rzecznik prasowy giganta z Menlo Park potwierdza, że prowadzone są testy owej funkcjonalności. Zaprzecza jednak, aby opcja „Downvote” była tożsama z przyciskiem Nie lubię. – Badamy funkcję, która pozwoli użytkownikom przekazywać nam opinię na temat komentarzy pod publicznymi postami na stronach – dodaje.

Jednego możemy być pewni. Raczej nie doczekamy się funkcji pozwalającej na „minusowanie” postów na profilach firmowych, byłby to bowiem nóż wbity w plecy marek inwestujących w reklamę na Facebooku.

Kto, płacąc za wyświetlenia treści, chciałby spotkać się z tak jawnym i negatywnym feedbackiem?

Sprzedam fanów… i to tanio. Zobacz sam!

W naszym życiu istnieje wiele rzeczy, których nie możemy kupić, np. zdrowia, szczęścia i… fanów. Chociaż czy z pewnością? Jak się okazuje, fanów możemy kupić na pęczki. A dokładnie 200 milionów fanów, bo tyle fałszywych kont wygenerowała amerykańska firma Devumi.

Kickstart Your Social Growth – zachęca nas komunikat na stronie internetowej firmy. Według gazety New York Times, na to hasło dali się nabrać między innymi celebryci, aktorzy i politycy. Zresztą, kto nie skusiłby się na 25 tysięcy wiernych obserwujących za jedyne 225 dolarów.

W zdemaskowaniu podstępu, zdecydowanie nie pomaga fakt, iż wiele fałszywych kont jest skrupulatnie prowadzonych. Udawane konta, posiadają swoich (udawanych?) znajomych i dzielą się regularnie swoimi „udawanymi” przemyśleniami i życiem.

Fałszywi fani nie wchodzą w interakcję, nie dokładają swojej cegiełki do zaangażowania wokół marki i możemy powątpiewać, aby kiedykolwiek skorzystali z proponowanej oferty. Gdybyśmy tworzyli poradnik „Jak zepsuć wszystkie starania włożone w działania marketingowe”, kupno „fejkowych” fanów zajęłoby zaszczytne, pierwsze miejsce.

Przypadek firmy Devumi sprowadza na ziemię marketingowych czarodziejów i podkreśla wagę konsekwentnie wdrażanej strategii, popartej czymś więcej niż oczekiwaniami wobec licznika subskrybentów.

Facebook do 2020 roku przeszkoli w Europie milion osób i małe firmy

Facebook ogłosił właśnie program, którego celem jest pomoc firmom z Unii Europejskiej w rozwoju oraz wyposażenie większej liczby osób w umiejętności cyfrowe, te bowiem są współcześnie niezbędne do konkurowania w miejscu pracy i do ubiegania się o pracę.

Facebook zobowiązał się także do otwarcia trzech nowych centrów szkolenia umiejętności społecznościowych – w Hiszpanii, Polsce i we Włoszech oraz do przeszkolenia miliona osób, w tym właścicieli firm w całej UE.

Trzy nowe ośrodki społecznościowe w Hiszpanii, Włoszech i Polsce będą prowadzone we współpracy z lokalnymi organizacjami, oferując, do 2020 roku, szkolenia w zakresie umiejętności cyfrowych, umiejętności korzystania z mediów i bezpieczeństwa online grupom niedostatecznie dotychczas reprezentowanym.

Facebook od 2011 roku zainwestował ponad miliard USD, aby wesprzeć małe firmy na całym świecie. Z programu Boost Your Business skorzystało setki tysięcy małych firm, a ponad milion z darmowego internetowego centrum nauki – Blueprint.

Według nowych badań przeprowadzonych przez Morning Consult we współpracy z Radą Lizbońską i Facebookiem stopień wykorzystania narzędzi cyfrowych przez niewielkie firmy przekłada się na nowe miejsca pracy i możliwości rozwoju dla społeczności w całej UE. Wystarczy spojrzeć na poniższe dane:

–  35% małych i średnich firm na Facebooku ankietowanych we Francji, Niemczech, Włoszech, Polsce, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii twierdzi, że zbudowało swoją firmę na Facebooku;

–   49% twierdzi, że zatrudniło więcej pracowników od momentu dołączenia do Facebooka;

–   57% ankietowanych firm twierdzi, że zwiększyło sprzedaż dzięki platformie, a 60% twierdzi, że platforma pomaga im sprzedawać produkty w innych miastach i krajach.

Czy i wy należycie do tej grupy?

Zmiany w algorytmie Facebooka. Dla PR-owców wyzwanie, ale też szansa na odejście od schematu

Od kilku dni w sieci toczy się dyskusja na temat zmian w algorytmie Facebooka, o których serwis niedawno poinformował. W portalu bardziej widoczne mają być posty znajomych czy rodziny oraz te publikowane przez grupy. Rzadziej natomiast wyświetlane mają być treści zamieszczane przez marki lub media. Portal Zuckerberga zapowiada też, że będzie kłaść większy nacisk na interakcje.

Pojawiają się na przykład głosy, że nowy algorytm całkowicie zmieni komunikację firm na platformie i że prowadzenie tam działań będzie wiązało się z dużo większymi kosztami. Czy faktycznie zmiany w algorytmie Facebooka oznaczają rewolucję w komunikacji firm w serwisie, a co za tym idzie – w pracy specjalistów ds. mediów społecznościowych i PR-owców?

O tym przeczytacie na portalu PRoto, gdzie skomentowaliśmy zmiany w algorytmie Facebooka.

„Today In”, czyli Facebook w ofensywie

Facebook się nie zatrzymuje, po zapowiedziach zmian algorytmu News feedu amerykański serwis społecznościowy proponuje, uprzednio oczywiście testując, kolejne rozwiązania.

Tym razem na warsztacie jest nowa sekcja o nazwie „Today In”. Ma zawierać lokalne wiadomości, doniesienia o najważniejszych wydarzeniach, które się dzieją w pobliżu miejsca logowania, a także ogłoszenia z najbliższego regionu – podają portale informacyjne z USA.

Facebook podejmie współpracę przy tworzeniu wspomnianej funkcji z lokalnymi wydawcami i to właśnie ich treści będą pojawiały się w testowanej sekcji. Zostaną dobrane przez oprogramowanie do uczenia maszynowego. Nam pozostanie zaufać zautomatyzowanemu procesowi pozyskiwania i analizy danych i wesprzeć go własnym IQ.

Ponieważ Markowi Zukcerbergowi zależy na walce z tak zwanymi fake newsami, media, z którymi zostanie nawiązana współpraca, zostaną zweryfikowane i zatwierdzone przez zespół ds. partnerstw z mediami Facebooka, kierowany przez Campbell Brown, wcześniej związaną zawodowo ze stacją NBC.

Obecnie testy odbywają się w sześciu miastach USA, są to: Nowy Orlean, Little Rock, Billings, Peoria, Olympia i Binghamton.

Kiedy nowa opcja zostanie udostępniona większej liczbie użytkowników? Tego nie ujawniono.

„Today In” na pewno uwzględni podobne, użyteczne informacje z naszej okolicy, czekamy cierpliwie.

Facebook zmienia algorytm News feedu

Facebook zapowiada kolejną ważną zmianę. Czuły na opinie użytkowników serwis Marka Zuckerberga donosi mianowicie o weryfikacji sposobu wyświetlania treści w News feedach. Co nas zatem czeka?

Priorytet otrzymają posty, które inicjują dyskusje i pogłębiają relacje międzyludzkie. Facebook będzie wybierał treści, które mają największe szanse na interakcje z naszymi znajomymi i umieszczał je wyżej w Aktualnościach.

Już dziś mówi się o tym, że zmiana może w dużej mierze uderzyć w wydawców, którzy publikują na Facebooku własne materiały.

O planowanym kroku poinformował także Mark Zuckerberg. Uzasadniając decyzję, stwierdził, że serwis społecznościowy powraca do pierwotnej idei: chce zbliżać ludzi i zacieśniać więzy między nimi, pragnie zintensyfikować relacje interpersonalne, zarówno te z kręgu rodzinnego użytkowników, jak i pozostałe. Ponadto CEO Facebooka wskazał użytkowników jako tych, którzy zainicjowali ową zmianę. Gdy wprowadzana nowość może naruszyć interesy jednej z grup czy jest w jakikolwiek sposób kontrowersyjna, Mark Zuckerberg zawsze powołuje się na tych, którzy na coś się skarżą. Tym razem użytkownikom nie podobało się, że na swoich kontach w News feedzie widzą w Aktualnościach przede wszystkim treści dostarczane przez wydawców i marki, a te niekoniecznie lub nawet rzadko pokrywają się z ich zainteresowaniami.

Wraz z wprowadzeniem nowego algorytmu królować mają treści, które są najczęściej udostępniane i komentowane przez znajomych danego użytkownika. Pozostałe wpisy przejdą weryfikację Facebooka, te, które mogą zdobyć znaczące zaangażowanie odbiorców, uzyskają priorytet i pojawią się odpowiednio wysoko na naszej tablicy. Będzie większa szansa, że w mnogości materiałów nie umkną nam zdjęcia, artykuły lub filmy wideo, które naprawdę chcielibyśmy zobaczyć i skomentować. Poza tym, korzystając z ustawień, możemy jednak nadać rangę ważności tym treściom, które nowy algorytm uzna za mniej dla nas ważne.

Sam Facebook nie ukrywa, że wprowadzone zmiany mogą się odbić na działaniach prowadzonych w serwisie przez firmy i marki. Dlaczego? Jeśli treści dostarczane przez nich będą udostępniane i komentowane przez niewielką liczbę użytkowników, to ich zasięg zostanie mocno ograniczony.

Czy to oznacza, że rzeczywiście nasze Aktualności zostaną pozbawione materiałów, które nas nie interesują? Za wcześnie by wyrokować.

Google powie Ci prawdę o Twoich zdjęciach

„Śpiewać każdy może trochę lepiej lub trochę gorzej…” – te słowa autorstwa Jonasza Kofty można z powodzeniem parafrazować, by zwrócić uwagę na fakt, że współcześnie niemal cały czas pozostajemy w oku kamery. Telefon komórkowy z prostego aparatu pozwalającego nam na kontakt głosowy z osobą, z którą dzieli nas pewna odległość, stał się urządzeniem mobilnym i nieodzownym.

Zdarza się, że niektórzy użytkownicy częściej korzystają z funkcji fotografowania i filmowania niż rozmawiania. Jedni robią fantastyczne zdjęcia, świetnie kadrują, dążą do profesjonalnych ujęć. Inni łapią ten świat i nas pospiesznie, niemal sauté, bez szczególnej dbałości o efekt i obowiązujące przepisy prawa o ochronie dóbr osobistych.

Tym niedbałym z natury lub nonszalanckim użytkownikom urządzeń dokumentujących algorytm od Google’a powie wkrótce, które z wykonanych zdjęć są dobre. Najnowsze technologiczne rozwiązanie pomoże wybrać najlepsze zdjęcie oraz poprowadzi nas przez meandry jego ewentualnej edycji. NIMA, czyli Neural Image Assessment to nowość przede wszystkim z jednego powodu: oceni zdjęcie nie tylko pod względem technicznym, ale co bardziej interesujące – określi poziom atrakcyjności oraz estetyki zrobionej przez nas fotografii.

Algorytm stosowany przez Google samodzielnie sprawdza zdjęcia i robi to na tyle dobrze, że przyznane przez niego oceny, w skali od 1 do 10, praktycznie nie odbiegają od średniej wskazań ludzkich.

Czy to oznacza, że wkrótce za nasze poczucie estetyki będzie odpowiadał Google? I przejmie odpowiedzialność za techniczną i artystyczną stronę pojedynczych kadrów i filmowych stories? Jak zapewniają twórcy narzędzia, możliwości algorytmu będą zbieżne z naszym postrzeganiem świata, można mu zaufać, a nawet spodziewać się, że narzucone zostaną także światowe trendy, które częściowo przyczynią się do doskonalenia fotograficznych umiejętności użytkowników.

Pamiętajmy jednak, że z algorytmem jak z przepisem kulinarnym. Niby składniki i sposób przyrządzania potrawy są precyzyjnie określone, ale każdy uzyska inny jej smak. Mistrzowie zaś łamią algorytmy, zawsze dorzucą do kotła coś według własnej, sprawdzonej receptury, by uzyskać niepowtarzalną jakość posiłku oraz by nasze podniebienie nigdy nie zapomniało kontaktu z arcydziełem sztuki kulinarnej.

I tego Wam życzę, korzystajcie z dobrodziejstw NIMA, ale każdym kadrem zaznaczajcie swój punkt widzenia i własne poczucie estetyki. Dobrze by też było, by adeptom sztuki fotografowania świat sensorów i pikseli, ostrości i klarowności obrazu nie był całkiem obojętny i nieznany.

Co o “Koronie królów” mówią social media?

Ależ mamy emocje! Jeszcze nie przebrzmiały słowa krytyki (bądź zachwytu) nad formułą Sylwestra w Zakopanem, jeszcze nie ostygła skocznia w Bischofshofen, a już Polacy zaabsorbowani są kolejnym tematem, dla niektórych problemem – kamery Polsatu, skierowane były podczas Gali  Mistrzów Sportu nie tam, gdzie powinny. Pośród tej gorączkowej, n a r o d o w e j wymiany zdań, jedna sprawa nie schodzi z łam gazet i mass mediów – „Korona królów”. Jako że od mediów do social mediów blisko, a te ostatnie grzeją się na liniach 24 godziny na dobę, już donosimy, jak telenowela, produkowana przez TVP, jest postrzegana.

Przypominamy, tym najbardziej podekscytowanym komentatorom, że trzeba nieco zmienić punkt widzenia, bo „Korona królów” to nie produkcje reżyserowane przez Jerzego Hoffmana. Część widzów, zwłaszcza młodszych, liczyła na kostiumy, scenografię oraz efekty rodem z wysokobudżetowej, kultowej „Gry o tron”, czyli amerykańskiego serialu fantasy stworzonego przez Davida Benioffa i D.B. Weissa dla HBO. Starsi pragnęli plenerów i aktorstwa na miarę Łomnickiego czy Olbrychskiego, zapamiętanych z „Potopu”.

W przypadku „Korony królów” mamy do czynienia z typową t e l e n o w e l ą, która nadawana jest od poniedziałku do piątku w TVP1. Serial opowiada o kulisach władzy Kazimierza Wielkiego, króla Polski w latach 1333-1370. Widownia? Ponad 3 mln widzów dały „Jedynce” pozycję lidera rynku telewizyjnego.

Czy to możliwe, żeby serial, który budzi tyle emocji i kontrowersji, przyciąga kilka milionów przed odbiorniki telewizyjne, został aż tak negatywnie odebrany? Abanana postanowiła to sprawdzić przy użyciu narzędzia Unamo, które służy do badania ruchu w Internecie.

Emisja pierwszego odcinka nastąpiła w Nowy Rok, od tamtego czasu pojawiło się w social mediach ponad 56 tys. wzmianek, które otrzymały ponad 106 tys. polubień, zamieszczono prawie 40 tys. komentarzy, a zasięg całkowity wyniósł ponad 11 mln. To przełożyło się na ekwiwalent reklamowy w wysokości ponad 1,2 mln PLN.

Nową produkcję TVP najchętniej komentowano na Facebooku, gdzie było prawie 30 tys. komentarzy oraz na Twitterze (ponad 22 tys.), a także na portalach internetowych (prawie 10 tys.).

Jaki wydźwięk miały te wzmianki o „Koronie królów”, które dało się jednoznacznie określić podczas analizy? Otóż 85,15% komentarzy zostało zaklasyfikowanych jako pozytywne, z prostego rachunku wynika, że 14,85% jest negatywnych.

Czy to oznacza, że już dziś można uznać „Koronę królów” za największy sukces telewizyjny 2018 roku? Z pewnością za wcześnie na takie opinie. Z całą stanowczością można zaś stwierdzić, że serial ten sprowokuje niektórych, by podciągnęli się nieco z historii, gdyż o królowej Jadwidze, owszem, słyszeli, ale nie tej. Jadwiga Bolesławówna, zwana kaliską, grana przez Halinę Łabonarską, nosiła z dumą koronę trzynaście lat i była matką Kazimierza III Wielkiego, więc zasługuje na uwagę, podobnie jak biografia jej syna, z której scenarzyści mogą czerpać całymi garściami.

Tropienia błędów merytorycznych w przedstawianych historiach zaznał także Henryk Sienkiewicz, szukano nawet… grobów postaci fikcyjnych z Trylogii. Pamiętajcie, że książka czy film o tematyce historycznej to nie dokument, lecz fabuła, po którą sięgają z dużą swobodą scenarzyści i mają do tego prawo. No cóż, licentia poetica…

bezpłatne porady i nowości
e-marketingowe na twojej skrzynce
e-mail już za 5 minut
loader
Dziękujemy za dodanie e-mailaSprawdź swoją skrzynkę i aktywuj swój adres.